niedziela, 6 sierpnia 2017

Porównanie szczotek Tangle Teezer i Tangle Angel

Te dwie szczotki używam już ponad rok. Do napisania tego postu zainspirowały mnie pytania na pewnej grupie o włosach na facebooku. A myślę, że co nieco mogę o nich napisać i komuś pomoże to  przy wyborze odpowiedniej dla siebie szczotki.


Tangle Angel (cena od 30-40zł) - ma bardzo ładny design, pomysł był na prawdę świetny bo to właśnie w nim się zakochałam. Fajne jest to, że posiada nóżkę, dzięki której możemy ją sobie postawić i wygodnie się ją trzyma podczas czesania. Jest gęstsza od Tangle Tezzer i przez to moim zdaniem nadaje się tylko do cienkich włosów. Grube włosy ciężko będzie nią rozczesać. Ja posiadam włosy dosyć cienkie i delikatne, a pomimo tego czasem sobie z nimi nie radzi.
Posiadam również szczotkę Tangle Angel Pet, czyli szczotkę do włosów dla psów, które są w dwóch rozmiarach. Ja mam tą mniejszą, która kosztowała 40zł. Z niej również nie jestem do końca zadowolona, ponieważ tylko wygładza włosy psa (mam yorka), nie rozczesuje ich tak jak powinna, ale moja Yoko ją lubi, ponieważ nie ciągnie jej włosów i traktuje to jak głaskanie.



Tangle Tezzer jest moją miłością. Teraz na internecie kupicie ją nawet za 20 kilka złotych. Często wypada mi z ręki, bo przez swój kształt gdzieś mi się wyślizgnie. Ale jest dosyć mała i fajnie sprawdza się w torebce. Rozczesuje włosy już za jednym pociągnięciem i nie ważne czy są grube czy cienkie, mokre czy suche. Idealna dla wszystkich rodzajów włosów. Do tego robi masaż głowy, pobudzając cebulki włosa. Po rozczesaniu są pięknie wygładzone i efekt długo się utrzymuje. Wszyscy fryzjerzy powinni się w nie zaopatrzyć w swoich salonach. Dlatego zdecydowanie wybrałabym tę szczotkę.




niedziela, 30 lipca 2017

Tani i najlepszy peeling jaki do tej pory miałam

Jest dużo peelingów które lubię, do tej pory moim faworytem były te malutkie z Natury o różnych owocowych zapachach. I ostatnio jeden z nich mi się skończył, dlatego chciałam wypróbować coś nowego.

Mowa o naturalnym peelingu od Silcare z błotem i solą z morza martwego. Czyli prawdziwe SPA w domowych warunkach. I faktycznie jest słony, bo przez przypadek dostał mi się do buzi, więc i to mogłam wypróbować :D Zapach mi się bardzo nie podoba, jest dość specyficzny ale to jest chyba wina błota. Ma to swoją dobrą stronę, ponieważ wiem, że nie jest on sztucznie perfumowany.



 Pierwszy raz użyłam go na buzię i nie pozostawił ani jednej suchej skórki na niej. Cera idealnie gładka, świeża i pięknie przygotowana pod makijaż. 
Zazwyczaj peelingiem masuję swoje uda, na których z tyłu wiecznie mam krostki. Nie mam pojęcia od czego to, zawsze tam były i żaden peeling sobie z nimi nie radził. A ten po prostu je wszystkie zmiótł! Do zera. Jeszcze nigdy nie miałam tak gładkich ud. NIGDY. Skóra jest jędrna, elastyczna i nawilżona. Do tego poprawia krążenie. A jego cena to tylko 17zł. Moim zdaniem cena jest zbyt niska dlatego warto wypróbować i trzeba korzystać. Online znajdziecie go tutaj klik.



Jeśli jesteście przed urlopem, to pamiętajcie że warto przygotować swoją skórę przed wystawieniem na słońce. Najlepiej jest zrobić porządny peeling całego ciała oraz dobrze je nawilżać. Szybciej się opalicie, a do tego skóra będzie wyglądała zdrowo i promiennie, a nie jak przesuszona śliwka.
Peeling twarzy jest ważny zwłaszcza przed zrobieniem makijażu. Mamy sezon wesel i każda z nas chce aby utrzymał się on długo. Dlatego najlepiej jest zrobić sobie masaż dzień lub dwa przed wizytą u makijażystki. A nawet jeśli same zabieracie się do jego zrobienia. Pielęgnacja jest najważniejsza.



wtorek, 25 lipca 2017

Moja idealna pielęgnacja włosów - Glynt, Insight, Bioelixire

Moje włosy bardzo szybko się niszczą. Są podatne na łupież, dlatego muszę uważać na szampony i bardzo ostrożnie do nich podchodzić. Często je suszę, ponieważ po umyciu lepiej wyglądają i widać rezultaty pielęgnacji. Jednak mimo tego wszystkiego lubię je, bo szybko rosną.
W pół roku rosną mi nawet do 10 i więcej cm. Myślę, że jest to zasługa ziołowych szamponów. 
Od około dwóch lat używam tylko takich jak Radical, Green Pharmacy, O'herbal i również Jantar na zmianę. To są moje ulubione i sprawdzone produkty od których nie pokazuje mi się łupież, a włosy są świeże i dobrze umyte. 

Ostatnio do przetestowania dostałam różne produkty do włosów i chociaż bardzo bałam się ich używać - stworzyłam z nich pielęgnacje idealną. Najlepsze jest to, że są z różnych firm, a dobrze ze sobą współgrają.

Pierwszym z nich jest szampon Glynt Revital ,dostępny przeważnie w salonach fryzjerskich.
Przeznaczony do włosów farbowanych. Zawiera ekstrakt cukrowy z ziaren indyjskiego strączyńca cewiastego, który ma odmładzać nasze włosy. Szampon jest na prawdę świetny. Nie dostałam od niego łupieżu, a głównie tego się obawiałam, więc już za to ma dużego plusa. Włosy są czyste i miękkie w dotyku. Ma ładny, cytrusowy, delikatny zapach. Z tej firmy mam też maskę do włosów Volume Energy z którą się nie polubiłam, bo obciąża moje włosy, a nakładam jej na prawdę mało. Po za tym nic innego z nimi nie robi.



Kolejnym produktem jest odżywka do włosów In Sight do codziennej pielęgnacji. Ma piękny zapach brzoskwini. Nie zawiera SLS, SLES, parabenów, sylikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych. Włosy po niej są odżywione, lekkie, łatwo się rozczesują i nie są obciążone. Dodatkową zaletą jest pompka w opakowaniu, która ułatwia wydostanie produktu oraz cena bo za dużą pojemność 500 ml płacimy tylko 36 zł online. Produkty tej firmy używają fryzjerzy w swoich salonach. A tu macie link do tej konkretnej odżywki klik.




Na końcówki codziennie po umyciu włosów nakładam olejek arganowy z Bioelixire , który kupiłam w Rossmanie na próbę. Dlatego wybrałam małą buteleczkę 20 ml, która kosztowała mnie ok. 4 zł w promocji. I używam to już mniej więcej miesiąc i wystarczy mi jeszcze na kolejny. Końcówki są fajnie nawilżone i gładkie. Olejek chroni je przed czynnikami zewnętrznymi np. przed słońcem i zapobiega rozdwajaniu.




Jak wiecie ponad rok temu rozjaśniałam włosy z czarnego, dlatego do tej pory męczę się z nimi. Końcówki włosów to stare włosy, które przy rozjaśnianiu były u nasady. Dlatego proces odżywienia i naprawienia włosów bardzo długo trwa. Po prostu muszą one całe odrosnąć. A te trzy produkty mi w tym pomagają. Do tego ostatnio znów ścięłam z 10 cm włosów, bo zrobiło mi się straszne sianko. Używałyście któryś z tych kosmetyków?



* kolor lakieru na paznokciach to Semilac Lazure Dream

niedziela, 23 lipca 2017

Czerwień z połyskiem

Ostatnio, pierwszy raz od bardzo dawna miałam zły dzień. Po prostu nie chciało mi się z nikim rozmawiać, nie miałam humoru i wszystko mnie denerwowało. To normalne. Każdy z nas ma czasem taki dzień nawet bez powodu. 

Wieczorem usiadałam przed swoją toaletką, zmyłam dzienny makijaż i zaczęłam malować. 
Zniknęłam na dwie godziny. Co jakiś czas tylko zaglądał do mnie mój mężczyzna czy wszystko w porządku, bo przecież miałam taki zły dzień.
A ja po prostu malowałam. Bardzo mnie to wycisza i po skończonej pracy oraz zdjęciach uśmiech od razu pojawił się na mojej buzi. Wszystkie emocje spłynęły i uspokoiłam się. A do tego byłam zadowolona z efektu końcowego, a to pomogło mi tak samo.
Wam również polecam znaleźć coś dla siebie. Jakąś odskocznię, która pozwoli Wam pozbyć się napięcia. Iść na rower, pobiegać, posłuchać myzyki, poczytać książkę.Opcji jest
bardzo wiele, trzeba znaleźć tylko tę właściwą dla siebie.
A ja dziś pokażę Wam mojego "poprawiacza" humoru :D 











Twarz: 
- Zmieszane podkłady Bourjois Healthy mix 52 i 123 Perfect 55
- Korektor Bourjois Healthy mix 52
- Korektor Catrice Liquid Camuflage 010
- Puder ryżowy Paese
- Bronzer Make-up Revolution Light/Medium
- Róż Wibo Smooth'n wear nr 1
- Rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator 

Oczy: 
- Cień Glam Dzika Malina
- Sypki cień Mexmo nr 22
- eyeliner Eveline liquid precision eyeliner
- rzęsy Ardell Demi Wispies
- pomada do brwi Freedom make-up Chocolate

Usta: 
- konturówka do ust Love Color by TXM Nude 01
- pomadka do ust Catrice Ultimete Colour 010 Be natural


Tak, ścięłam włosy. 



piątek, 14 lipca 2017

Wszystkie odcienie czerni. Dlaczego lubię długo czytać?

Czytacie książki? Moja biblioteczka cały czas powiększa się o nowe egzemplarze i choć nie wszystkim się z Wami dzielę to czasem któryś z nich skłania mnie do napisania tutaj. 
Czytanie jednej książki zajmuje mi dość dużo czasu. Nie czytam książki za książką aby pochłonąć ich jak najwięcej, a jak najmniej z nich zrozumieć. Lubię wziąć ją do ręki na pół godzinki i przyznam szczerze, że dłużej przy niej nie wysiedzę. Potrafię ją odłożyć nawet podczas akcji. Mimo tego, że lubię czytać to nie znoszę zaczynać nowej historii i jednocześnie jej kończyć. 
Zacząć jest mi na prawdę ciężko, ale gdy już wejdę głęboko w jej historię, nie chcę kończyć. 
Szkoda, że nie ma takiej jednej książki na całe życie, po którą mogłabym sięgać w wolnej chwili i trwała by ona i trwała. 
Chociaż można powiedzieć, że tą książką jest nasze życie i sami, nieświadomie ją piszemy. 
Chcielibyśmy być w jakiś sposób zapamiętani, a zazwyczaj jest tak, że ludzie zapominają o innych zatapiając się w swej opowieści. Błędne koło. 
Z końcem książki - kończy się życie bohaterów i chociaż oni nie umierają to nie wiemy co z nimi będzie dalej. Nie zarzucajcie mi, że w tym tekście bardzo często powtarzam słowo "koniec". Bo czy można zastąpić je jakimś innym? Oglądaliście film pt.: "2012" ? Masa osób go oglądała, a ja nigdy się nie skusiłam. 




Kiedyś na olx dziewczyna wystawiła za darmo książki. Mega okazja, bardzo polecam takie akcje :) 
Jedną z nich była książka znanej, polskiej modelki Ilony Felicjańskiej pt. "Wszystkie odcienie czerni". 
Ten thriller erotyczny został wydany w 2013 roku.
Główna bohaterka to Anna, która jest żoną prawnika z którym na dwójkę dzieci. Sama również rozwija się zawodowo. Kobieta wdała się w romans z tajemniczym biznesmenem, ale finał jest nieoczekiwanie dramatyczny. Anna ma dużo fantazji erotycznych i właściwie to 3/4 książki jest wstępem, gdzie jesteśmy świadkami zdrady, kłamstwa i zbrodni. Warto jednak dotrwać do końca, ponieważ akcja w końcu się rozwija i jest to zupełnie nieoczekiwany zwrot wydarzeń. 
Książka pokazała mi, że wszystko można sprzedać i zarazem kupić. Nie warto jest być zbyt ufnym, ponieważ to może ściągnąć nas na sam dół z którego wydawać się może - nie ma wyjścia.  Jednak znajdzie się gdzieś ten korzeń który pomoże nam się wydostać. Wszystko można przezwyciężyć dzięki wsparciu i miłości. Poniżej wkleję Wam fragment, który może wzbudzi waszą ciekawość.


"Zasłaniam piersi ramionami.– Przecież już cię widziałem, nie zasłaniaj się tak. – Klaszcze głośno w dłonie. – No dobra, jest późno, więc do rzeczy. Nikt nam tu nie będzie przeszkadzał, nikt się nie wtrąci. W tym hotelu ceni się intymność, więc nawet gdy ktoś się całkiem mocno wydziera, to recepcjonista ani żaden z gości się nie wtrąca. Słyszałem, że w osiemdziesiątym szóstym tu niedaleko, piętro wyżej poćwiartowano mężczyznę. Zrobił to jego były kochanek. Ćwiartował go na żywca, więc tamten straszliwie wrzeszczał i w końcu któryś z sąsiadów nie wytrzymał i poprosił recepcjonistę, żeby sprawdził, co się dzieje, a gdy ten wszedł, to ćwiartujący, cały we krwi i z tasakiem w dłoni, powiedział, że przeprasza, ale zabawiają się trochę w sadomaso, i przeprosił, jeśli są za głośno, już teraz postarają się być cicho. Śmiertelnie cicho. Recepcjonista sobie poszedł. Ładna historia, prawda? Pewnie nieprawdziwa, ale nie liczyłbym, że ktoś ci pomoże. Jeśli zaczniesz krzyczeć, zabiję cię od razu, a potem dopiero wszystko upozoruję jak trzeba."



środa, 21 czerwca 2017

Makijaż - Mexmo, Rimmel, Natural Lashes, Avon

Dawno nie było makijażu i w końcu znalazłam czas na jego zrobienie.
Bo wiecie.. jest to trochę czasochłonne :) 



W tym makijażu wspomogłam się plasterkami. Często profesjonalne wizażystki również je używają, więc polecam spróbować. 
Użyłam tu nowych rzęs od Natural Lashes - oh lashes, ale niestety nie wiem jaki to model. 
Rzęsy są dość długie i nieco "mocniejsze" niż zwykle. Wykonane z włókien syntetycznych są mega miękkie. Polubiłam się z nimi :) 



Czarny matowy cień jest z paletki od Make-up Revolutnion, nastęspnie matowy róż od Mexmo w kolorze E10 i biały, delikatnie połyskujący cień Rimmel 012.
Do dolnej linii wodnej użyłam czarnej kredki Love Color oraz tego samego czarnego cienia co na górnej powiece. 



Na ustach mam moją ulubioną, matową szminkę z Avon, którą posiadam w trzech kolorach. 
Jako, że jestem konsultantką kiedyś dostałam jedną w prezencie i to był ich najlepszy prezent jaki do tej pory wrzucili do zamówienia :D Szminka jest bardzo długotrwała. Ciężko ją zmyć przy demakijażu a jak nie zrobię tego dobrze lub przy złym świetle - rano na ustach mam jeszcze jej pozostałości. Kolor ze zdjęcia to Vibrant Melon, a dwa inne, które również posiadam to Berry Blast oraz Fuchsia.



Dajcie znać czy chcielibyście post o szminkach? Pokazałabym te godne uwagi :) 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Vianek jako idealna pielęgnacja?

W ostatnim wpisie "przegląd próbek" pisałam o próbkach z Vianka z których nie byłam zadowolona. 
Od ponad miesiąca testuję pielęgnacje z tej firmy ale innej serii i tu już jest odwrotna sytuacja. 

Krem do twarzy na noc do każdego rodzaju cery z ekstraktem z szyszek chmielu, który zwiększa przyswajalność składników odżywczych do głębszych warstw naskórka - zawiera olej sojowy, z pestek moreli, rokitnikowy, masło avocado, wosk pszczeli i lecytynę sojową.

Od producenta: uzupełnia niedobory lipidów, wzmacnia strukturę skóry i przywraca jej właściwy poziom nawilżenia. 
Ode mnie: używam go codziennie na noc. Rano skóra wygląda na odżywioną, jest nawilżona i ma ładny koloryt. Krem ma naturalny zapach i jest w żółtym kolorze, który również kojarzy mi się z naturalnością. Bardzo się z nim polubiłam, polepszył stan mojej skóry i na pewno zużyję go do końca. 



Płyn micelarny-tonik 2w1 do każdego rodzaju cery z ekstraktem z nagietka, który łagodzi podrażnienia i przywraca komfort po demakijażu. Mój demakijaż ostatnio wygląda troszkę inaczej i chcę Wam o tym napisać w osobnym poście. Pamiętajcie - tonik jest bardzo ważny, ponieważ przywraca on pH skóry i sam demakijaż płynem micelarnym czy innym kosmetykiem nie wystarczy. A ten kosmetyk to połączenie jednego i drugiego, więc nie potrzebujemy dwóch osobnych buteleczek.

Od producenta: delikatny preparat, który łączy w sobie funkcje płynu micelarnego, skutecznie usuwającego makijaż oraz toniku o działaniu nawilżającym i kojącym. Odżywia i pozostawia ochronną warstwę, która zapobiega przesuszaniu skóry.
Ode mnie: produkt bardzo ładnie odświeża buzię, domywa makijaż, skóra po jego aplikacji nie jest ściągnięta, nie szczypie w oczy podczas demakijażu. Bardzo lubię używać go po wcześniejszym przebywaniu na słońcu, ponieważ daje ulgę. 



Maseczka-peeling do twarzy z mielonym lnem - zawiera olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado oraz miód.

Od producenta: może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Wspaniale odżywia, nawilża i uelastycznia skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę promienną i pełną blasku. 
Ode mnie: zmielony len bardzo fajnie sprawuje się jako peeling, jest delikatny i będzie dobry również dla osób z wrażliwą skórą. Po zabiegu cera jest nawilżona, a maseczka zostawia po sobie ochronną warstwę. 



Krem ma jeden składnik komedogenny Glycine Soja Oil, a maseczka do tego jeszcze Theobroma Cacao Seed Butter, które mogą zapychać skórę ale nie wszyscy mają do tego tendencję.
Każdy z tych produktów zawiera alergeny ale to jest normalne w naturalnych kosmetykach. Mi się nic z buzią nie stało, a nawet jest w lepszej formie. Dlatego mogę Wam polecić tę serię. Może ktoś z Was używał? Jakie macie opinie? 

wtorek, 6 czerwca 2017

Przegląd próbek - VIANEK, Make Me BIO, Ava

Czy Wy też tak macie, że cały czas zbieracie próbki kremów z gazet lub zakupów? 
Nie wykorzystujecie ich i leżą gdzieś na dnie szuflady aż mija termin ważności i idą do kosza?
Ja ostatnio postanowiłam, że będę je zużywać i testować, bo może jednak coś wpadnie mi w oko i pokuszę się o pełnowymiarowy produkt. Zebrało mi się kilka i chcę Wam je pokazać, bo może akurat i Wy znajdziecie coś dla siebie.



Próbka kremu do twarzy Make Me BIO dla skóry normalnej i wrażliwej - czyli nie zupełnie dla mnie. Krem ma zapach pomarańczy. Jest zrobiony na bazie wody. W składzie znajduje się olej migdałowy, jojoba, masło shea, olej mandarynkowy ( i stąd pewnie tan zapach ) oraz olejek z kwiatu gorzkiej pomarańczy.
W kremie nie znajdziemy parabenów, siarczanów, sztucznych zapachów i konserwantów.
Jest lekki i fajnie nawilża. Ale niestety na dłużej nie mogłabym znieść tej woni. Jeśli komuś nie przeszkadzają takie aromaty to śmiało może kupić na próbę. Ja wolę te delikatnie pachnące lub bezzapachowe.



Próbka matującego oraz zwężającego pory serum-żelu od Ava, które niweluje uczucie błyszczenia się, reguluje proces wydzielania sebum oraz zapobiega powstawaniu zaskórników i przebarwień.
Z tym produktem polubiłam się chyba najbardziej. Wcześniej nawet nie znałam tej firmy.
Na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie i będę testować. Szybko się wchłania i jest idealny pod makijaż. Próbka wystarczyła mi na ok. 3-4 aplikacje. Ma przyjemny i delikatny zapach.



Kolejna próbka kremu od Ava. Jest to krem na noc do cery dojrzałej. Niestety również nie dla mnie. Zwęża pory, wygładza i intensywnie nawilża. Stymuluje produkcję kolagenu i elastyny zapobiegając powstawaniu zmarszczek. Zawiera ekstrakt z róży japońskiej. Może być fajnym prezentem dla mamy na urodziny lub inne święto.



I mam jeszcze dwie próbki słynnej już firmy Vianek. Pierwszy to normalizujący krem do twarzy na dzień z ekstraktem z kory wierzby. Jest to lekki krem matujący do codziennej pielęgnacji cery przetłuszczającej się i problematycznej. Zawiera olej z pestek winogron, oliwę z oliwek i skwalan roślinny, które zapewne nawilżają skórę. Drugi to łagodzący krem do twarzy na noc z ekstraktem z ostrożenia, który wyrównuje koloryt skóry. Przeznaczony jest do skóry skłonnej do alergii i zaczerwienienia. Zawiera panthenol i alanotoinę które redukują uczucie napięcia i dyskomfortu.
Obie próbki wystarczyły mi na ok. 5 dni, kremy szybko się wchłaniają, długotrwale nawilżają, a skóra jest po nich miękka. Niestety któryś z nich mnie zapchał. Najbardziej czoło i okolice brwi, więc nie będę ryzykować i nie kupię całych opakowań. Na szczęście udało mi się już doprowadzić skórę do porządku i używam innej serii do pielęgnacji z Vianka. Nie skreśliłam od razu tej firmy i dałam jej drugą szansę. Na razie ona się sprawdza, powiedziałabym nawet że bardzo dobrze i na pewno pojawi się o niej post.




niedziela, 4 czerwca 2017

Jak przerobić makijaż dzienny w wieczorowy

Często jest tak, że nie mamy czasu. Rano kiedy idziemy do pracy malujemy się delikatnie, szybko i schludnie. Co zrobić, kiedy w piątek niestety musisz być w pracy do wieczora, a umówiłaś się z koleżankami na wieczorny wypad? Przecież nie masz czasu zmyć tego makijażu i zrobić nowy..
Chcę Ci pokazać jak można to zrobić w kilku prostych krokach ;) 


Dzień wcześniej wiedząc o tym, że Twój makijaż musi przetrwać długie godziny musisz najpierw dobrze przygotować twarz. 
Zacznij od bardzo dokładnego demakijażu. Następnie zrób peeling skóry, nałóż nawilżającą maseczkę, wyrównaj pH tonikiem i nałóż krem. 
Pamiętaj, że żaden makijaż nawet z pod pędzla wizażysty nie przetrwa, jeśli Twoja twarz będzie zaniedbana. Trzeba o niej pamiętać, nawilżać i pić dużo wody. To na prawdę działa. Nikt nie stworzy cuda na złym płótnie :) 



Rano również przecieram twarz tonikiem i nakładam krem. Zawsze najpierw robię makijaż oka a w tym czasie krem się wchłania. 
Zaczynam od brwi, później nakładam bazę pod cienie lub korektor na powiekę. Pudruję to i modeluję kształt oka. Jaśniejszym brązem zaznaczam załamanie powieki, później ciemniejszym robię to samo schodząc trochę niżej. W tym makijażu na środek powieki dałam sypki, połyskujący cień Mexmo, który mieni się na różowo. 
Delikatnie, przy linii rzęs narysowałam kreskę eyelinerem w pisaku, nie robiąc jaskółki. 
Obrysowałam dolną linię oka brązowym cieniem, wytuszowałam rzęsy i dokleiłam kępki Ardell. 
Po skończonym oczku zmyłam pozostałości kremu, nałożyłam bazę pod makijaż i zrobiłam twarz.
I tak wyglądał mój niedzielny makijaż. Troszkę mocniejszy niż zwykle ale bez szaleństw :) 


Siedząc wieczorem pomyślałam, że pokombinuję z nim coś jeszcze :D Było mi jak zwykle mało.
Najpierw zrobiłam czarną kreskę eyelinerem od Wibo, która wyszła mi troszkę gdzieś tam krzywo, bo kiedy ma się doczepione tak długie rzęsy to bardzo ciężko jest ją namalować. Pędzelek o nie zahacza, a moja wada wzroku mi w tym nie pomaga.
Następnie dolną linię wodną obrysowałam czarną kredką Love Color, a pod nią jako bazę użyłam niebieskiej kredki Wibo. Spryskałam pędzelek fixerem od Avon i  poprawiłam niebieskim cieniem pociągając to aż pod jaskółkę. 



Takim prostym sposobem klasyczny makijaż przerodził się w coś innego, w czym nie poszłabym już na niedzielny spacer :D Dajcie mi znać czy lubicie takie posty w których piszę co i jak robię.  

środa, 31 maja 2017

Nie marnuj czasu, żyj

Jeszcze na blogu o tym nie było, bo to zupełnie inna tematyka, ale również cząstka mnie. 
Ostatnio przeczytałam pewną książkę, do której na początku nie byłam przekonana, ponieważ to nie moje klimaty. Mowa tu o książce Guillaume Musso "Ta chwila". Pożyczyła mi ją znajoma, która też była do niej sceptycznie nastawiona ale przeczytała ją w trzy dni zaniedbując obowiązki domowe :D 



Jest to trochę połączenie fikcji ze światem rzeczywistym. W ponad 300 stronach zawarte jest 24 lata bohatera. To tak jakby opisać 1/3 naszego życia w nie dużej książce. Wyobrażacie sobie?
Po jej przeczytaniu miałam kilka refleksji, dość dużo myślałam nad jej sensem. 
Uświadomiła mi ona jak szybko leci czas, który już nie wróci, bo niestety cofnąć go nie można. 
Od jakiegoś momentu staram się korzystać z czasu który został mi dany. Dobrze go wykorzystuje, inwestuję w siebie, w swoją naukę i umiejętności. Nie zrozumcie tego źle, inwestować w siebie to nie znaczy tylko finansowo. Robię to co kocham i nie siedzę w miejscu żeby po kilku latach narzekać i wspominać co mogłam zrobić i dlaczego tego nie zrobiłam. Żałować. Użalać się. 
Cieszę się każdą minutą, cieszę się szczęściem innych, nie zazdroszczę, nie żyję życiem sąsiadki, mało mówię i dużo robię. Doceniam innych, pomagam, rozmawiam i uśmiecham się.



Dziś na facebooku wyświetlił mi się cytat, który udostępniłam rok temu o tym, że w życiu człowieka czasem musi się coś wydarzyć, jakaś tragedia żeby zaczął on żyć i doceniać to co ma. Skojarzył mi się on z tą książką. Bohater rok przeżywa w jeden dzień. Rok w jeden dzień! Podobnie jak on nie wiedziałabym co ze sobą zrobić ale nie siedział i nie zastanawiał się nad sensem tylko działał. Budował coś wiedząc z góry, że jest skazany na porażkę. Bał się, bo  strach to ludzka cecha. Ja też czasem się boję, tak jak każdy. Ale to nie jest wymówka. Nie można uciekać od tego co ważne i trzeba wyznaczać sobie cele.
Nie będę pisać jak się książka skończyła, jeśli jesteście ciekawi to przeczytajcie, bo na prawdę warto.



Polecam tę książkę osobom które marnują swój cenny czas na NIC, osobom które nie doceniają tego co mają, osobom które nie wiedzą jak zacząć. Polecam ją wszystkim. Zacznij żyć i zrób coś.


piątek, 5 maja 2017

Makijaż na siostrze z Mexmo

Ostatnio w poście o Mexmo, obiecałam Wam że zrobię makijaż z użyciem ich cieni. Przy okazji przypominam Wam, że czeka tam na Was kod rabatowy, a na prawdę warto skorzystać :) 



Tym razem postanowiłam, że makijaż zrobię na siostrze, która dzielnie to zniosła :D 
Miałyśmy problem z przyklejeniem rzęs bo co jak co, ale komuś nienawidzę ich przyklejać. 
Samej sobie idzie mi dużo lepiej i sprawniej. 



Makijaż zaczęłam oczywiście od oczu. Najpierw jak zwykle korektor lub baza pod cienie, następnie zmatowiłam powiekę beżowym cieniem ale można też zrobić to pudrem. Bez zmatowienia nigdy nie nakładajcie od razu na mokrą powiekę koloru, ponieważ powchodzi nam wszystko w zmarszczki i zrobi się jedna wielka plama. 



Po tym narysowałam niedbale kreskę przy linii rzęs delikatnie ją wyciągając i roztarłam ją w kierunku środka powieki. Nałożyłam na to czarny cień i znów rozcierałam razem z brązowym cieniem delikatnie zachodząc w załamanie powieki. I przyszedł czas na sypki cień od Mexmo. Nałożyłam go na resztę powieki po sam kącik. Bardzo intensywnie się mienił i strasznie nam się sypał. Dlatego najpierw zawsze polecam robić makijaż oczu a dopiero później buzi. Roztarłam go i jego nadmiar również się osypał. Ale przy sypkich cieniach to normalne i jestem z niego bardzo zadowolona. Po prostu tak pięknie się świecił na powiece, że zapierał dech w piersiach. Muszę spróbować nałożyć go na mokro, wtedy efekt na pewno będzie jeszcze lepszy. 



Poprawiłam kreskę czarną kredką oraz cieniem i znów roztarłam, ponieważ nie chciałam uzyskać głębokiej czerni. Wytuszowałyśmy rzęsy i przykleiłyśmy sztuczne. Następnie tonikiem przemyłam jej twarz z tych wszystkich cieni, i zrobiłam makijaż twarzy zaczynając oczywiście od bazy. 
Dopiero po tym pomalowałam dolną powiekę brązowym, matowym cieniem i kredką na linii wodnej. 



Kosmetyki które użyłam: 

Twarz:
* baza pod makiaż - Bell Anti-rednes primer Hypo Allergenic
* podkład - Bourjois 123 perfect dark beige + Revlon Colorstay 110
* korektor - Liquid camouflage high coverage concealer Catrice 010 porcellain
* korektor - Concealer Rimmel London Wake me up
* puder ryżowy Paese - rice powder 
* bronzer - paletka Make-up Revolution London Protection Palette light/medium
* róź - Wibo Smooth'n wear 01
* rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator

Brwi: 
* Make-up Revolution paletka Beyond Flawless - czarny cień



Oczy: 
* Inglot kolor 304 - matowy brąz
* Make-up Revolution paletka Beyond Flawless - czarny cień
* Glam Shadows - matowy cielak
* Mexmo Lose Eyeshadow nr 06
* Czarna kredka do oczu Love color black
* tusz do rzęs Eveline Cosmetics Extension Volume 4D 
* rzęsy Adrell Demi Wispies

Usta: 
* szminka do ust Golden Rose Velvet matte nr 01





wtorek, 2 maja 2017

Makijaż cieniami z Glam-shop

Dziś to co najbardziej lubicie czyli makijaż. Do jego wykonania użyłam cieni Glam, które kupiłam na próbę na targach w Poznaniu. Cienie dostępne są na www.glam-shop.pl.
Chciałam Wam pokazać go jak najszybciej, więc makijaż robiłam dziś przed chwilą :) 



1) Makijaż zaczęłam od brwi. Najpierw użyłam pomady do brwi i pozbyłam się jej nadmiaru wyczesując je, a później wypełniłam pudrem do brwi. 
2) Następnie na całą ruchomą powiekę aż pod sam łuk brwiowy nałożyłam korektor, który przypudrowałam. 
3) Brązowym, jasnym, matowym cieniem wyznaczyłam sobie załamanie powieki i dołożyłam ciemniejszy brąz. 
4) Czarną kredką zaznaczyłam kontur, delikatnie go wypełniłam a następnie to roztarłam.
5) Aby utrwalić kredkę i pogłębić kolor, nałożyłam na nią czarny cień i żeby dobrze połączyć kolory dodałam brąz.
6) Na resztę powieki poszła malina a na nią delikatnie połyskujący amarantus.
7) Wszystko ładnie porozcierałam i to chyba zajęło najwięcej czasu.
8) Narysowałam kreskę nad górną linią rzęs, która ładnie połączyła się z czarną częścią makijażu. 
9) Dokleiłam sztuczne rzęsy i wytuszowałam swoje. 





10) Następnie przeszłam do makijażu twarzy. Najpierw zmyłam tonikiem pozostałości kremu nawilżającego, następnie nałożyłam zieloną bazę pod makijaż na zaczerwienienia, ponieważ przy takim makijażu twarz powinna mieć równy koloryt.
11)  Po tym w ruch poszedł kamuflaż i zakryłam co nieco. 
12) Zwilżoną gąbeczką na całą twarz nałożyłam podkład kryjący.
13) Później pod oczy, na nos, czoło i brodę dałam rozświetlający korektor i wszystko przypudrowałam pudrem matującym. 
14) Kiedy miałam już ładnie przypudrowaną twarz zaczęłam ją konturować. Najpierw w ruch poszedł bronzer pod kości policzkowe, delikatnie róż i rozświetlacz na wszystkie miejsca które rozświetlałam wcześniej korektorem. Użyłam najpierw rozświetlacza w sztyfcie, a na niego nałożyłam w kamieniu aby efekt był mocniejszy. 
15) Po skończonym makijażu twarzy przeszłam do dolnej linii rzęs oka. Linię wodną obrysowałam czarną kredką, roztarłam ją czarnym cieniem, następnie dodałam pod nią ten sam cień co na górnej powiece. 
16) Kącik oka pomalowałam matowym, beżowym cieniem i wytuszowałam rzęsy. 
17) Usta obrysowałam konturówką i pomalowałam grubą czerwoną kredką.





Kosmetyki które użyłam: 

Twarz:
* baza pod makiaż - Bell Anti-rednes primer Hypo Allergenic
* podkład - Bourjois 123 perfect dark beige
* kamuflaż - Camouflage cream Catrice cosmetics 020 light beige
* korektor - Liquid camouflage high coverage concealer Catrice 010 porcellain
* korektor - Concealer Rimmel London Wake me up
* puder ryżowy Paese - rice powder 
* bronzer - paletka Make-up Revolution London Protection Palette light/medium
* róź - Wibo Smooth'n wear 01
* rozświetlacz - Catrice Highlighting Stick C01 gentle glow Limited Edition
* rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator

Brwi: 
* pomada do brwi - Freedom eyebrow pomade chocolate
* puder do brwi - Golden Rose eyebrow powder 106



Oczy: 
* Avon paletka mocha latte - dwa odcienie brązowego
* Inglot kolor 304 - matowy brąz
* Make-up Revolution paletka Beyond Flawless - czarny cień
* Glam Shadows - matowy cielak, dzika malina, amarantus
* Czarna kredka do oczu Love color black
* tusz do rzęs Miss Sporty Studio Lash 3D volumythic 001 black
* rzęsy Adrell Demi Wispies

Usta: 
* konturówka do ust - Golden Rose lipliner 517
* gruba kredka do ust - Mexmo 104



Jak widzicie główną rolę odgrywają tu cienie do oczu Glam. Dobrze mi się z nimi pracowało, łatwo się rozcierały i łączyły, nie osypywały się i mają na prawdę dobrą pigmentacje. 
Pewnie w mojej małej kolekcji znajdzie się jeszcze kilka kolorów ;) 

Pamiętajcie, że w dwóch poprzednich postach czekają na Was na prawdę fajne kody rabatowe do Mexmo i Neess :) Dziś z Mexmo powstał makijaż ust.

Ja lecę pisać dla Was kolejny post, a Wam kochani życzę miłego wieczoru :)